.

.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Dupa blada.

Nie ma mamy przyszłych kurczaków.
Nie będzie kurczaków.
Nie ma jej.
Chyba ja coś zeżarło.
Śladów brak.

Nie chciałam pisać, że...
To była ona.
Olka.

Kwa.

20 komentarzy:

  1. Ojtam, może gdzieś się przeniosła. Byłyby jakieś ślady przecież! Bez walki się chyba nie poddała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem... nie wygląda to dobrze :(

      Usuń
  2. ojej. A jajka zostały? długo jej nie ma? Olka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak byłam od 17stej to juz nie siedziała na jajach. Do wieczora nie widziana. Na jajach też...

      Usuń
  3. Niedobrze! i wielka szkoda, ze akurat ona... :(((

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję, że się znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie ??
    Ech ta wieś, nie upilnijesz :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, to nie może być prawda. Że tak zupełnie bez śladu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Buuu ale poczekajmy, istatnio tez dala dyla, wiec moze jeszcze nie wszystki stracone?!

    OdpowiedzUsuń
  8. I dlatego nie mam drobiu. Już wolę jajka od sąsiadki kupować. Mimo wszystko mam nadzieje, ze jednak kokoszka się znajdzie. Trzymaj się!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, co za pech! Biedna Olka. Pewnie jakiś lis miał uzywanie!(:

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja Klementyna zniknęła na tydzień i....znalazła się. Może poszukała bardziej ustronnego miejsca. Może jeszcze wróci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tupajko, no przykre to, przykre...Ale moze sie znajdzie, wyjdzie gdzies z ukrycia.
    Trzymaj sie Kobietko !

    OdpowiedzUsuń
  12. Wielka szkoda ,może się jeszcze Ola znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  13. może jednak wróci ? bo nie podejrzewam najgorszego...
    a nowa szatka bloga świetna.... Garip na warcie ...pilnuje stada :)
    serdeczności Tupajko

    OdpowiedzUsuń
  14. Wyrazy współczucia... ale... może jeszcze się odnajdzie...? Do moich znajomych niedawno wrócił kot po 5 miesiącach niebytu... Może Olka przyuważyła w okolicy jakiegoś atrakcyjnego koguta i poszła zaszaleć zanim matką zostanie... albo zaszyła się gdzieś w kąciku i wysiaduje jedno jajeczko... albo... ech....

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziewczyny mają rację, jakieś slady, by zostały, pióra, czy cuś, ślady po wleczeniu. Obejrzyj wszystkie kąty, krzaki, one czasem lubią tak się zaszyć. Jednak musi coś jeść, więc i wyjść w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wróci!!! Przecież to Olka!
    Superowe zdjęcie "czołówkowe"

    OdpowiedzUsuń
  17. Tupajko, po kilku takich doświadczeniach zrobiłam kurkom "porodówkę" - taka małą, przenośną budkę z małym wybiegiem. Kiedy któraś chce wysiadywać, to przenoszę ją tam razem z jajami. Otwór wejściowy chwilowo zamykam, tylną klapę (tę od zaglądania) też. Na 95% udają się takie przenosiny. Kurka siedzi sobie w ciszy i spokoju na jajkach, schodzi na wybieg zjeść i się napić. Potem z kurczaczkami tam zostaje na jakiś czas, bo, wstyd powiedzieć - inne kury mogą być kanibalami takich maluśkich, świeżo wyklutych pisklaczków. Następnym razem radzę tak zrobić, a przynajmniej siedzącą kurę przykryć solidną drewnianą skrzynką w obronie przed drapieżnikami. Wystarczyłoby ją odkryć raz na dzień i zgonić na jedzenie i wypróżnienie.

    OdpowiedzUsuń