.

.

piątek, 4 maja 2018

Majka

Maj się rozgościł.
Lubię tę jego kwiecistą pupę.
Jak wielka larwa ciągnie za sobą odwłok wegetacji. Tak źle kojarzone słowo- w przypadku ludzkiego- tu- marnego żywota. Perystaltycznego.
A rośliny?
Wegetacja to święto życia. Pełnia życia, wchodzenie w dojrzałość, rozmnażanie.

Kocham ten zapach- tę orgię zapachów- od ziemistego, świeżo po deszczu, przez kwieciste do zapachu roztartego ciała trawy. Soki płyną, soki ciekną. Istna rozpusta.

Ogródek mały Tupajowiskowy, pełen życia.
Ziołowe chwasty pospołu z zasiewami.
I tak ma być.
Po mojemu.
Ku chwale Życiu.

Glistnik i jasnota- nieodłączni przyjaciele w moim ogrodzie

A tak kwitnie jarmuż

Znajdzie się miejsce także dla babki lancetowatej

Lekko kserotermiczne klimaty i przetacznikowo

Lilaki

Bratki w objęciach kurdybanka i glistnika

Glistnik


"Mokradła" Tupajowiskowe z wierzbą, kurdybankiem, trędownikiem bulwiastym i krwiściągiem

Zawsze zapominam jak się nazywa i wołam na nią "kapusta"

Skalniak "a kurdybanek dominanta"

Siła przetrwania

Zawsze będę wielką orędowniczką kolorowych trawników.
Choćby z mniszkiem. Chociaż!
Golone co sobota, abiotyczne monokultury trawiaste są dla mnie ohydą. Tak brzydką i tak nienaturalną.

Obkaszam kępy krwawników, bylic, kurdybanków, mniszków.
Jest więcej roboty.
I cóż z tego, jak lubię?

17 komentarzy:

  1. Kapusta czyli bergenia. Na herbatkę ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mało mam, to i tylko zmysły wzrokowe cieszy ;)

      Usuń
  2. Chciałam się popisać, ale Megi mnie wyprzedziła:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie lubię trawników koszonych do gołego jakby zaraz miało przez nie przebiec stado piłkarzy.I do tego tuje...jakby już inne rośliny nie istniały.Podoba mi się Twoja dzika różnorodność ogrodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię tę wielogatunkowość. To też lekki przymus w obliczu pracy na etacie poza domem. Nie ze wszystkim zdążam, czasem rośliny same sobie wytyczają ścieżki. I dobrze. Z umiarem wszystko :)

      Usuń
  4. Tupaja co majem się upaja
    po zielnych łąkach się szlaja.;-)
    Usiłuję pokochać jaskółcze ziele, ciężko mi idzie. Pewnie dlatego że glistnik żółto kwitnie, z takim przetacznikiem ożankowym to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiadomo, niebiewski. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że się wtrącę, ale milość do jaskółczego ziela pojawia się wraz z posiadaniem osobiście tudzież u kogoś bliskiego kurzajki, która to małpa jest utrapieniem skóry :D

      Usuń
    2. A upajam się, upajam :)
      Glistnik mi nigdy nie służył do kurzajek, ale wewnętrznie czasem. Z ostrożna jednak ;)

      Usuń
  5. Ja tam nic bym nie kosiła sama. Są naturalne kosiarki np kaczki lub gęsi. Kup jedną choć a trawa będzie pięknie wystrzyżona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o kaczusze myślałam, ale samej jej smutnawo, a dwie? Wydepczą zasiewy i zjedzą co chcą :)
      A widzisz te zawzięte spojrzenia kur na kaczkę co ma wolny wypas a one za siatką? :D

      Usuń
  6. Jaki ładny ten ogródek!
    Też się majem upajam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie na gumnie podobnie. Z dziką swobodą rośnie wszystko co chce. W tym (i nie tylko) aspekcie różnię się od wspomaganych dofinansowaniem unijnym gospodarskich gumien wybrukowanych betonową kostką do imentu...
    Maju, trwaj!

    OdpowiedzUsuń
  8. Buhahahahahahah 'kwiecista pupa'. :D Pięknie wszystko u Ciebie kwitnie. Tak ma być, po Twojemu i ma się podobać Tobie...choć i mi się podoba. hehe Cudowny post, z przesłaniem, z wdzięcznością. <3 Niech ten weekend będzie dla Was naprawdę udany. Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie też ziół nie brakuje ale... niestety nie mam Twojej wiedzy więc... nic mi po nich
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Podpisuję się obiema rękoma. Miałam pisać oddzielny komentarz ale jak tu nie skorzystać z cudzego a jakby z moich myśli napisany :D

      Pozdrawiam :D

      Usuń