.

.

piątek, 9 marca 2018

Wpis sponsorowała: Nigella sativa

Dziś szybciorem. 
Dzień piękny, słońce wisi wysoko, dzwońce już po śniadanku, sikoraski dłubią słonecznik dalej.
Pepita wróciła do stada choć jej ogólny stan zdrowia można nazwać średnim, najgorszy okres ma już mam nadzieję za sobą, a jednak chodzi wolniej i ostrożnie. 
Zobaczymy.

Póki co roboty trochę, bo mydełka się kończą. Na razie się w tej glicerynie odnajduję. Lubię ją, do tego można sobie poswawolić z dodatkami. Pierwsze zlecenie już jest, rodzinne co prawda, ale cieszy jak się kogoś dość krytycznego przekona.

Z innych warsztatowych prac to jestem już po pierwszej maści. Na bazie oleju czarnuszkowego, wosku pszczelego plus zioła na moje nerwobóle. Liść laurowy, owoc jałowca, goździki i świeży rozmaryn, którego uwielbiam. Wyszło fajne mazidło i co najważniejsze kojące mazidło.



Olej z czarnuszki- nie dość, że ładnej rośliny i wdzięcznej z nazwy, jest niesamowity w swych właściwościach. Wielu na jej punkcie oszalało- i jeśli takie szaleństwa miałyby istnieć na naszym świecie to ja bardzo proszę.
Powielać info z literatury nie będę. 
Dla mnie to rzeczywiście kopalnia właściwości leczniczych choć- o smaku można podyskutować. Lubię gorycze, ale przy olejach tłoczonych niekomercyjnie- a takie- bądźmy szczerzy są najlepsze, bo zawierają więcej naturalnych terepeutyków - smak jest dla mnie mało sympatyczny. Dla Absorberów też więc łączę ten olej z ekologicznym słonecznikowym, który mogłabym pić szklankami. Ujmujemy nieco charakterystycznego smaku, ale zachowujemy właściwości lecznicze. 

Dla mnie Nigella jest ważna z paru względów- przede wszystkim jako stymulator systemu immunologicznego, po drugie- czyściciel jelit z nieproszonych bakterii, grzybów etc., po trzecie- sprzymierzeniec w walce z chorobami alergicznymi- ASZ i wszelkimi zmianami skórnymi o podłożu alergicznym. Jak widać jest też cenną bazą do maści, kremów, mydeł leczniczych.

Do tej pory byłam skazana na oleje kupne. 
Są smaczniejsze, ale.
No właśnie- odcedzone z dodatków, które są cenne. 
Olej z tłoczenia nieprzemysłowego jest nawet z wyglądu inny- ciemniejszy- czarny się zdaje, a jednak zieloność się w nim miesza. 
Do tego na dnie powstaje normalny osad. 

Taki właśnie olej przyjechał do mnie od mojej kumpeli, która chyba mogę powiedzieć, że pozytywnie oszalała na punkcie czarnuszki. 
Tłoczy olej, robi mydło. Z resztą- zajrzyjcie do Niej na jej stronę
Sami zobaczcie. 

Mydełko - jak dla mnie skojarzenie z salcesonem, ale - bez złośliwości wrodzonej, a jedynie przez podobieństwo wielkie :



1 komentarz:

  1. hahaha Mydełko salceson. :D Wygląda świetnie. Bardzo zaciekawiłaś mnie olejem z czarnuszki. Życzę zdrówka Pepicie. <3

    Radosnych dni dla Was. :)

    OdpowiedzUsuń