.

.

sobota, 8 lipca 2017

Pogromca skurczów i pochwała wsi

Zbieram się już czas jakiś za napisanie krótkiego wpisu o tym, jak pozbyłam się bolesnych miesiączek. Ale to może na innym blogu. Tym babskim bardziej.
Prócz zmiany na poziomie psyche, jak zwykle pomocne są zioła i ruch, a szczególnie jedno z ćwiczeń. Bardzo proste z resztą.
Póki co, ponieważ sezon kwitnienia w pełni, wspomniany mój pogromca skurczu.
Krwawnik pospolity.

Każdy go widział, nie każdy wie, że to on. Rośnie na przydrożach, łąkach, trawnikach. 
Oczywiście zbierać należy w miejscach oddalonych od wyziewów spalin, oprysków rolniczych et cetera.

O składzie wymądrzać się nie zamierzam, bo można poczytać u dr Różańskiego.
Najważniejsze jest dla mnie- przetestowane osobiście- działanie rozkurczowe na mięśniówkę układu pokarmowego, moczowego i macicę. 
Aby uniknąć bolesnego - w moim przypadku jednego, najgorszego dnia- piję napar z krwawnika przez cały dzień- i tak przynajmniej przez tydzień przed spodziewaną miesiączką. 
W trakcie też. 
W sumie mogę na okrągło, bo uwielbiam krwawnik- jego zapach i lekką, nienachalną goryczkę. Napar ze świeżego ziela nabiera po paru godzinach pięknej, głębokiej zielonej barwy. 
I ładnie popatrzeć, i wypić. 
Cud-mniód- malyna!


Poza tym?
Zioła wołają. Czas na zbiór krwawnika właśnie, ale i hyzop (z ogródka), macierzanka, lebiodka, pomału też bylica. Niebawem znów ruszę na łąki.

Ususzone zioła, w których niemal tonę (nie mam już gdzie wieszać...) trzeba pokruszyć, zapakować w słoje lub koperty. Świeże zioła w intrakty, oleje czy octy. Jest z tym trochę zachodu, ale warto. 
Dla siebie, dla Swoich i dla tych, których lubimy. 


W tygodniu praca rzuciła mnie na jeden dzień do Breslau. 
ZOO. Afrykarium. 
Oczywiście, jako opiekun nie miałam okazji na dłużej skupić wzroku na czym innym niż młode osobniki z mojej grupy w ilości sztuk 12. 
Patrząc jednak z okien gimbusa (sic!) na Wrocław, na zmiany jakie zachodzą w tym mieście, utwierdzam się w przekonaniu, że nie wróciłabym za żadne skarby do takiego molocha. 
Nawet jakby mi kto zapłacił dużo, w anatolianach czy tosach!

Rwę maliny, grzebię w ziemi oganiając się od wściekłych mrówek, którym zrobiłam armagedon wyrywając przerośniętą kalarepę. 
Zbieram nagietki. Na susz, na olejek do ciała. 
Słyszę Absorbery wrzeszczące fajnie po drugiej stronie domu, widzę ich bose, brudne stopy i upaćkane malinami buzie. 
Słońce grzeje, ziemia paruje po nocnych burzach. 
Coli wodzi dwa kurczaki.
Ola ma następczynię- Molę. Gada do mnie i lubi być głaskana. 

Tylko się uśmiecham.
Głęboko.



11 komentarzy:

  1. Jak miło to czytać! Spokój bije od Ciebie, może i dla mnie zabije?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, Hanuś, na pewno!
      Ściskam!!!

      Usuń
  2. Kur nie mam, ale nie wykluczam...Afrykarium cudo , pojadę jeszcze raz , a krwawnik spróbuję... :))))bdb

    OdpowiedzUsuń
  3. Nostrzyk, lebiodka, krwawnik - to taka kobieca trójca, jak mi tu rzekła znajoma zielarka widząc moje nostrzykowe łany. Można razem, można osobno, można świeże, można suszone.
    Podobnie mam z krk, jak Ty z Wrocławiem. Chociaż, jakby płacili w borderach, to może na dzień bym się skusiła:) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, na dzionek może też...;)
      Lebiodka cudna jest, aż mi trochę żal rwać, bo tak ją też zapylacze lubią. W tym roku także suszę.
      Serdeczności!

      Usuń
  4. Mogę się powymądrzać?;))
    Kiedyś czytałam książeczkę-wspomnienia lekarki mieszkającej przed wojną na terenach dziś białoruskich,wówczas należących do Rzeczpospolitej.Uczyła ją zielarstwa miejscowa zielarka,która rozróżniała dwa rodzaje krwawnika,jeden leczniczy drugi nie.Potwierdziły to późniejsze badania naukowe,oba ziela,choć krewniacy różnią się składem chromosomalnym i ten właściwy krwawnik zawiera lecznicze azuleny,ten drugi nie ma leczniczej mocy.Różnica w wyglądzie jest pono subtelna.Te "dobre" rosną na suchym i słonecznym miejscu,ale nie jest to regułą.Na babskie boleści dla większego powera krwawnik miesza się z tasznikiem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tasznik to także zioło kobiece, z tym, że wg Różańskiego najlepszy "na surowo".

      Usuń
  5. Krwawnik, pokrzywa i przywrotnik w proporcjach rownych, reguluje i przywraca harmonię hormonów, ciała i ducha :) polecam

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzeba też trochę ziół nazbierać i dla tych, których nie lubimy, tak na wszelki wypadek (nie żeby od razu w złych zamiarach)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wrocław w dwa dni. Byłam, widziałam i nie! Porażają mnie te przestrzenie. Do Poznania też nie wrócę. Z dzielnicy do dzielnicy, to ja tu pięć wsi objadę i do powiatu skoczę.

    OdpowiedzUsuń
  8. spróbuję i ja magicznego napoju :)

    OdpowiedzUsuń