W domu rodzinnym książek było dużo. Rodzice czytali, Brat czytał, czytałam i ja.
Książki się szanowało, rozmawiało o nich.
Zaraziłam się bibliofilią i w sumie od najmłodszych lat lubiłam czytać.
Pamiętam zezłoszczoną bibliotekarkę w szkole podstawowej kiedy to przychodziła z propozycją czytelniczą, a ja odpowiadałam- "już czytałam"; kobiecina się nalatała!
Już wtedy czytałam głównie książki przyrodnicze czy o zwierzętach, oczywiście pisane dla dzieci i młodzieży.
Był Grabowski z Puckiem i resztą, była Szelburg- Zarębina.
Potem jednak pojawiała się trudniejsza literatura- tak jeśli chodzi o język jak i o kaliber.
Jeszcze w domu, bardzo zużytą już książką, przeczytaną parę razy był "Zew krwi" Jacka Londona.
Czytałam ją w trzeciej klasie. Czemu pamiętam tak dokładnie kiedy?
A temu, że czytałam ją koleżankom będąc na zielonej szkole, w Zieleńcu, koło Drawska Pomorskiego. Wtedy zielone szkoły to nie był wypad na tydzień ze smartfonem, tylko bite 3 tygodnie.
Pamiętam to także dlatego, że czytałam tę cudowną książkę swoim koleżankom w pokoju, kiedy leżałyśmy już w łóżkach.
Drugą, bardzo ważną, bo rozwijającą moje zainteresowania przyrodnicze była lektura "Księgi puszczy" Tytusa Karpowicza. Gruba książka, ale wciągała mnie po same uszy w historie dzików, lisów i jeleni.
Dalej idąc szlakiem przyrodniczym i zwierzaków- to książki Teodora Goździkiewicza. Tu- tylko jedna, od której się zaczęło:
Do niej dołączyło jeszcze kilka pozycji tego autora. O psach, o koniach czy ptakach.
Pisząc o książkach małej Tupai nie sposób nie wspomnieć o pasji, która jest nadal, w lekko zmienionej formie (już nie uprawiałabym tradycyjnego jeździectwa)- konie. Tu przykład książki, na podstawie której dokonano adaptacji filmowej i powstał serial "Karino". Książka nosi tytuł "Dziewczyna i Carino" i dostałam ją od mojego Taty. Przeczytana chyba z pięć razy. Zamierzam znów...!
Odchodząc od polskich autorów, kierujemy się na północ Europy i trafiamy do krainy Muminków.
Uwielbiam je nadal i mam wszystkie ich części. A zaczęło się od tej :
Uwielbiam je nadal i mam wszystkie ich części. A zaczęło się od tej :
Sięgałam też po książki z półek w domu. Tam natrafiłam na cudo, przeczytane trzy razy. "Tajemniczy ogród" to wg mnie lektura obowiązkowa dla każdego :)
Tajemnic ciąg dalszy i powieści, które - co prawda dzięki filmowym adaptacjom, spodobały się Absorberom. Narnia.
Wcześniej, wypożyczane z biblioteki. Na któreś urodziny, dostałam od Rodziców to piękne wydanie wszystkich dzieł.
Wszystkie fotografie książek pochodzą z mojej biblioteczki.
Mam nieznośną wg niektórych cechę kupowania książek, które wypożyczyłam z biblioteki przeczytałam i mi się spodobały.
Obecnie raczej nie kupuję beletrystyki. No, może wyłamałam się, ale też po przeczytaniu wypożyczonej- Tokarczuk, Głowackiego lub Stasiuka czy felietonów Szczygła.
Aktualnie piszący autorzy nie urzekają.
Każda z książek jest przeze mnie zaliczana do "przeczytanych- zapomnianych". Łatwo się czyta i równie łatwo zapomina.
Każda z książek jest przeze mnie zaliczana do "przeczytanych- zapomnianych". Łatwo się czyta i równie łatwo zapomina.
Wiem; pewnie są perełki, ale na razie na żadną nie trafiłam i jestem zdania, że najlepiej czyta się klasyków. Zwłaszcza rosyjskich.
Jak czas pozwoli, popełnię jeszcze post o książkach młodości i ważnych "poradnikach"- choć brzmi to strasznie- na mnie podziałały ;)
Jak czas pozwoli, popełnię jeszcze post o książkach młodości i ważnych "poradnikach"- choć brzmi to strasznie- na mnie podziałały ;)
:)