Nie jestem jakąś wielką patriotką i chyba mimo wszystko bardziej lubię ten kraj za umiejscowienie geograficzne, przyrodę z całym dobrodziejstwem inwentarza królestwa zwierząt, roślin, grzybów...niż za państwo, które raczej już zdycha od paru lat i nie wiem jak to się w kupie jeszcze trzyma. Nie zmienia to faktu, że mam do niektórych świąt sentyment i może nie spędzam ich jakoś baaardzo nabożnie czy z hymnem na ustach, ale przynajmniej staram się pomyśleć, przypomnieć, poczuć ten nastój.
W Paszowicach jakoś dziwnie niektórzy mieszkańcy podeszli do tematu. Swoiście...
Paląc liście.
Absorberostwo znów zainfekowane (do mamusi chyba zassało wirusa- nie powinnam dzieci przytulać, dawać buziaków chyba...), a ja po wizycie w Jaworze i po gadaniu (nie do obrazu) ledwo się odzywam. Znaczy... głos mam seksowny, głęboki, taki trochę jak Rey Charls lub Luis Armstrong....
Najwidoczniej nie powinnam gadać. W ogóle.
Milczenie jest złotem.
Zostawiając Sinicę na parkingu, posuwistym krokiem udałam się w kierunku rynku, mijając zamek, niestety w słabej formie, ale może kiedyś ktoś uzna, że warto reaktywować i pompować kasę w takie zabytki zamiast trwonić na zbyteczne cele np. kolejna świątynie opatrzności.
![]() |
| Fragment Zamku Piastowskiego w Jaworze |
![]() |
| Tu zamek w całej okazałości foto. zamki.res.pl |
Od południa obchody ożywiły jaworski rynek, pompa z kfiatkami i elytą mnie ominęła, aczkolwiek pan Burmistrz wręczył mi także chorągiewkę. Papierową, ale zawsze, z herbem Jawora.
Rogala a'la marcińskiego dostałam tylko dzięki uprzejmości kolegów z Grupy Rekonstrukcyjnej ze Strzegomia, bo inaczej żołądek przykleiłby mi się do kręgosłupa tworząc nową strukturę w organizmie Homo sapiens sapiens.
![]() |
| A, sweet focia z takim trochę większym Foxiuniem ;) |
Program artystyczny dość szybko się zmieniał, mimo, że było ciepło i nikt nikogo nie poganiał. Byli żołnierze, sanitariuszki, tańce ludowe i straszny konferansjer...To przez niego mam chrypę. Musiałam go przekrzykiwać.
![]() |
| Chłopaki się kamuflują |
No i kunie były....!
Były też przestraszone gęsi. Jako atrybuty św. Marcina, patrona Jawora.
Jestem przeciwna używaniu żywych zwierząt jako dekoracji w przypadku takich imprez, tak samo jak i szopek noworocznych. Stres, często głupie zachowania ludzi, dla których to kawał pierza.
Nota bene Marcin jest również patronem dzieci, hotelarzy, jeźdźców, kawalerii, kapeluszników, kowali, krawców, młynarzy, tkaczy, podróżników, więźniów, właścicieli winnic, żebraków i żołnierzy.
![]() |
| Gęsi w zagródce... |
Rogale pseudomarcińskie, bo takie są (manuinienie, nadzienia tak... postnie raczej) w porównaniu z poznańskimi były zjadliwe, ale...nadal czekam na pożarcie tego właściwego.
Może w przyszłym roku;)
Reasumując- impreza fajna. Ciekawi ludzie, miły klimat.
Warto było.
























