Taki teraz mam. W domu, ja i rodzina. Relacja dziecka i rodzica uległa przemianie. Teraz rodzic potrzebuje mnie tak, jak ja kiedyś jego. Nie musze pisać, że rodzi to wiele nowych sytuacji, a ja- z naturą vaty-pitty, ciagle na podwyższonych obrotach- 1,5 kg w dół po 5 dniach.
Nie jest źle.
A jednak dobrze juz było. Teraz- jest teraz. Inaczej, trudniej, zaskajująco.
Zmian sporo. Tato u mnie. Absorber starszy poszedł do średniej. Codzienne dojazdy 15 km do miasta innego niż te, które znał. 10 godzin poza domem. Szybki strzał w poddorosłość.
Moje praktyki pedagogiczne za jakiś czas, ale dni mijaja szybko. Mocno upycham czynności i zadania w planie, żeby zdążyć. Też po to, żeby pilnować rutyny pobudek o 4.30. Mantry, medytacja, joga, ciepłe śniadanie, kawa z czai masalą i ghee. A potem już- kołowrotek domowy...
Miałam chwilę w lesie z Absorberka i Absorberem3-im.
Była też podróz do Sztygarowa do dentysty- tak, jeździmy 100 km do dentysty. Tu nie znaleźliśmy równie dobrego. Odwiedziny Mamy, odkrywanie jak zmieniło się moje rodzinne miasto. Coraz brzydsze, zabudowane, pełne takich samych ludzi...
Podróż- pociagiem. Taniej i- tak chciałam. Z jedną przesiadką. Koleje Dolnośląskie. Momentami 160 km na godzinę, a to nie Intercity....
Marchewka- syn Franka idzie do innego domu. I to plus, bo na wybiegu ma być tylko jego tata. Został jeszcze Pasternak. Nie wiadomo też czy młody od Czarnej mieszanej silki nie jest chłopakiem. Kelner być może też w tym roku wyleci na inny wybieg. Mamy nadzieję, że jego rodzeństwo- nazane przez Absorbera 3-go - Panierką, okaże się kurką.
Szybko mijają dni. Bardzo szybko. Odpadała większość planów. Ktos dorosły musi stale być obecny w domu.
Może uda się skoczyc na grzyby. Do Agniechy- na pewno, ale w pojedynkę.
Piękna pogoda. Meteorologiczna jesień już trwa.
Kocham tę porę roku. Najbardziej ze wszystkich.
Ciepło niskiego Słońca, odloty ptaków, poranne mgły, myśli- nostalgiczne, nie smutne- takie życiowe, wspomnienia z dzieciństwa- spacery o sztygarowskich lasach, wyjazdy z klasą w technikum na zbiór buraków cukrowych, wreszcie- szarugi jesienne i ciepło domu. Rodzina- i wdzęczność, że mam dom, że mam ciepło, że mam tych, których kocham i są ci, którzy kochają mnie.
Rynsztoczek fejsbukowy oszalał totalnie. Zaglądam sporadycznie. Wrzucam post na Ostoję i znikam.
Ostatnio dostałam bana. Za co? Sami zobaczcie.
Zapomniałam, że tylko leki z apteki, a myślenie- koniecznie po myśli wielkiego brata. Nie daję już temu energii. Niech zdycha. Może i szkoda tych paru lat, ale szkoda też karmić coś co sie wynaturzyło.





 |
| W szarawarach i barefootach na stacji Legnica w oczekiwaniu na pociąg |
 |
| To było foto z pociągu, już z Łużyc, dla Absorbera3-go, bo tęsknił |
 |
| Marchewka- od pomarańczowych skoków. Po lewej- Anka |
 |
| Marchewka w całej okazałości- prawie. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz