.

.

niedziela, 1 listopada 2026

Post pierwszolistopadowy- wspomnienie Frycza czyli - zawsze będę kochać Czechowa

Tak. Aura sprzyja nostalgii. Dzień święcenia wspomnień tych, którzy odeszli. Bliscy, ale i ci inni bliscy. 

Zafascynowana literatuąa jestem od urodzenia.
Cóż poradzę. Był okres, kiedy namiętnie oglądałam sztuki w teatrze telewizji. Nie tylko ja. Siadalismy razem. Rodzice, Brat i ja. Wsiąkłam w to. Wybierałam sztuki. 
Czasem nie trafiłam- jakos nowoczesne niekiedy mnie nie porywały. Lubię klasyków. Zwłaszcza rosyjskich, ale i Ibsena, wariata Strindberga... Shakespeara a jakże- z Tytusem Andronicusem, Otellem, Makbetem. 

Czechowa pokochałam za opowiadania, nowele, dłuższe utwory, ale przede wszystkim za dramaty sceniczne. Wiśniowy sad czy Wujaszek Wania to najbardziej znane. Iwanow myśle, że nieco mniej.
A to jego zapamiętałam najmocniej. Czemuż? A przez osobę głównego bohatera, no i po przeczytaniu dramatu- obejrzałam spektakl z Janem Fryczem.
W tamtym czasie, a byłam wtedy ...  troszkę starszą nastolatką, ujął mnie bardzo. Od tego momentu był chyba jednym z ulubionych aktorów. Sztukę przeżyłam mocno - tak emocjonalnie jak i kosztując ją ze wzgledu na fenomenalną obsadę.
Oprócz Fryczucha- tak zwanego w moim domu, bo nie kryłam się z fascynacją tym aktorem, grała też Danuta Stenka, Władysław Kowalski, Mariusz Benoit.... Saszę gra Warchulska - jeszcze jako studensta PWST. 

Jan Frycz dał popis kunsztu aktora w tej trudnej , ale jak typowej dla Czechwskich- postaci zmagajacych się sami ze sobą. Niejednoznacznej. Bardzo. 

Dla mnie, po latach, nadal cenię tę sztukę. Po pierwsze za klimat i typowość - Czechowski klimat, Rosjan w swych domach, majatkach. Do tego Iwanow, którego męka jest męką wielu. Rozbicie, melancholia, niejednoznaczność uczuć, nieradzenie sobie z życiem. Apatia. Brak życia w życiu, wieczne poszukiwania czegoś. No właśnie- czego? 


źródło teatrdlawszystkich.pl

Teraz patrzę na ten utwór inaczej. Jako dojrzała kobieta... uważam, że powinna go obejrzeć każda młoda dziewczyna, której sie zdaje, że może wyleczyć mężczyznę miłością do niego. Rozbudzić w nim chęć do życia, uratować.
To nie działa.
Tylko, że Dasza miała szczęscie, że Mikołaj Aleksiejewicz strzelił sobie w łeb.
Wielu pogubionych, smutnych, zagubionych facetów- nie robi tego, a trwające przy nich ratowniczki co roku tracą dużo więcej niż potrzeba. Zamiast szczęścia otrzymują niepweność, żal i zgryzotę. 

Takie moje przemyślenia, ale spektakl wart jest obejrzenia. 
Wspominam Jana Frycza. Z łezką nawet. Świetny aktor. A powroty do emocji nastoletniego podkochiwania się w aktorze- bezcenne. 

Jan Frycz odszedł w sierpniu tego roku.


Tu macie link do VOD, gdzie można obejrzeć ten spektakl

klik do teatru TV 


wtorek, 27 października 2026

Od Plastusia się zaczęło

Tak, właśnie od nego!
Kiedy zabrałam go jako ubytek z biblioteki w Sokolej- wsi niedalekiej od Paszowic, w którch wcześniej mieszkałam, nie pomyślałam nawet, że będzie przyczyną nowej fascynacji. 

Sam Plastusiowy pamiętnik Marii Kownackiej czekał parę lat. Absorbery starsze nie były zainteresowane. Ja wzięłam go przez sentyment, także dla ilustracji Rychlickiego. Czekał niemal 10 lat. 
Absorber Trzeci - docenił. A ja? Odkryłam kolejna autorkę. Co prawda Maria Kownacka juz dawno nie żyje, ale jej tworczość- jak najbardziej. Oprócz Plastusia jest i Rogaś z Doliny Rostoki, są Kajtkowe przygody- wspominam tylko co to znam, i te których tamatyka siega obszarów przyrodniczych.

Co mnie zachwyciło w książce o Plastusiu? Ano to, że autorka pisząc o przyrodzie- o ptakach, owadach, nietoperzach, pisze prawdę przyrodniczą. Coś co jest dla mnie logiczne, że jeśli o czymś opowiadam, mówię o czymś to muszę wiedzieć, że to prawda- to nie takie ostatnio oczywiste.
Coraz więcej dylatantów. I co im zrobisz? Ludzie nie kształcąc sie sami, łapią się w pułapkę bzdur. A może nawet - nie łapią. 

Kownacka zna temat. Dlatego te książki są takie ciekawe i fajne. 




Zachwycona ukończoną książką, udałam się do nieocenionego allegro i antykwiariatów. A tam... no właśnie! Dotarłam do książek dla dzieci i młodzieży, opisujacych przyrodę. To podręczniki do nauki. Niesamowicie ciekawe. Z treścią. Od nauki, poprzez wątki etnologiczne, zabawy, tworzenie rękodzieła w oparciu o naturalne materiały, a także konkretne działania dla przyrody- np. informacje jak zbudowac budke dla ptaków. 







Wiecie do poraża mnie w tych książkach? Pisane w latach 60-tych ubiegłego wieku, dla dzieci w wieku szkolnym. Język nie jest prosty. Bez naukowego trendu, ale na poziomie, z porównaniami, ale nie infantylny. Tyle tu informacji, treści w każdym wymiarze. Kiedy trzeba- poetycko, kiedy indziej zaś- konkretnie lub też z humorem. 
Nie wiem czy niejeden maturzysta miałby problem z ogarnieciem  tej treści. Abstrahując od tego czy w ogóle chciałoby mu się cokolwiek. Bo wielu teraz nie chce sie nic. Oczywiście! Są wyjątki- i tego sie trzymajmy. Kupujmy dobre ksiażki, czytajmy dzieciom, namawiajmy, pokzaujmy, że świat jest iekawy. 
Że umierasz nie wtedy, kiedy serce i mózg ustaje. Tylko wtedy- gdy już nic cię nie jest w stanie zaciekawić....

Jest i seria, której jednej części nie posiadam, a szkoda i szukam. Może ktos z Was ma i chciałby sprzedać? To takie pomoce nauczycielskie, ale też o świecie przyrody. Niezmiennie trwam w zachwycie. A pani Marii- i współautorce głosu przyrody- imienniczce - Marii Kowalewskiej- kłaniam się uniżenie i z sympatią! To ona popełniła ksiażki o Pufciu i Sapciu- małych boberkach, o których pisałam w poprzednim wpisie- O- TU!


Maria Kownacka



Maria |Kowalewska

niedziela, 25 października 2026

Polecajka Tupai- Książki bobrowe. Dla dzieciaków i dla całkiem starszych.

Książek na rynku od zatrzęsienia. Paleta możliwości. Od dzieł po totalne barachło. W każdym gatunku.
Z racji mojej cechy osobowości - ciekawości wielu tematów, szukam jak zwykle i pogłębiam, ale klasycznie- literaturą dostępną w formie drukowanej. 
Jestem nadal w temacie bobrowym, mielismy przerwę w czytaniu książki Justyny Blcewicz Na tropie tajemnicy bobrów , gdzie drużyna miłośników zwierząt tropi sprawę domniemanego rycia bobrów w wałach przeciwpowodziowych. W tle ludzkie dramaty, młode serca, emocje i ... działalność pracowników RDOSiów. Nie do końca takie jakbyśmy się spodziewali choć - żyjąc ostatnimi tematami tych urzędów i ich roli w ochronie środowiska przyrodniczego -wlaściwie nie dziwi.  




Książki o bobrach są do zdobycia. Te nowsze i starsze. Wodyseję już przeczytaliśmy w tamtym roku - niebywale wzruszająca książka. Polecam bardzo. 


Z zakupionych przeze mnie pozycji na poczet zajęć o bobrach z dziećmi, biblioteczke zasiliły też współczesne dwie



Rok w lesie. Bóbr to minimalistyczna książka, ale z podstawowymi informacjami o bobrach dla najmłodszych. Proste ilustracje. 
Z kolei Bóbr i inne zwierzęta znad rzeki zawiera opowieści i fakty z życia zwierząt zwiazanych z siedliskami rzek i terenów podmokłych. Do książki dołączono plytę CD. 

Ostatim odkryciem są Sapcio i Pufcio ze stromego brzegu Marii Kowalewskiej. Piękne opowieści o bobrzątkach i ich przygodach, do tego piękne ilustracje.







W klimacie Curwooda są Pielgrzymi puszczy, w których  bohaterem jest traper polujący dla skór na zwierzęta, w tym - bobry. Bohater rezygnuje z zabijania na rzecz ochrony tych gryzoni. 


Są i pięknie ilustrowane zabytki o bobrach z Pasłęki.



A dla dorosłych- parę pozycji z literatury przyrodniczej- jakby kto potrzebował.