.

.

czwartek, 3 września 2026

Trudny czas

 Taki teraz mam. W domu, ja i rodzina. Relacja dziecka i rodzica uległa przemianie. Teraz rodzic potrzebuje mnie tak, jak ja kiedyś jego. Nie musze pisać, że rodzi to wiele nowych sytuacji, a ja- z naturą vaty-pitty, ciagle na podwyższonych obrotach- 1,5 kg w dół po 5 dniach.

Nie jest źle. 
A jednak dobrze juz było. Teraz- jest teraz. Inaczej, trudniej, zaskajująco.

Zmian sporo. Tato u mnie. Absorber starszy poszedł do średniej. Codzienne dojazdy 15 km do miasta innego niż te, które znał. 10 godzin poza domem. Szybki strzał w poddorosłość. 

Moje praktyki pedagogiczne za jakiś czas, ale dni mijaja szybko. Mocno upycham czynności i zadania w planie, żeby zdążyć. Też po to, żeby pilnować rutyny pobudek o 4.30. Mantry, medytacja, joga, ciepłe śniadanie, kawa z czai masalą i ghee. A potem już- kołowrotek domowy...


Miałam chwilę w lesie z Absorberka i Absorberem3-im. 
Była też podróz do Sztygarowa do dentysty- tak, jeździmy 100 km do dentysty. Tu nie znaleźliśmy równie dobrego. Odwiedziny Mamy, odkrywanie jak zmieniło się moje rodzinne miasto. Coraz brzydsze, zabudowane, pełne takich samych ludzi...


Podróż- pociagiem. Taniej i- tak chciałam. Z jedną przesiadką. Koleje Dolnośląskie. Momentami 160 km na godzinę, a to nie Intercity....

Marchewka- syn Franka idzie do innego domu. I to plus, bo na wybiegu ma być tylko jego tata. Został jeszcze Pasternak. Nie wiadomo też czy młody od Czarnej mieszanej silki nie jest chłopakiem. Kelner być może też w tym roku wyleci na inny wybieg. Mamy nadzieję, że jego rodzeństwo- nazane przez Absorbera 3-go - Panierką, okaże się kurką.

Szybko mijają dni. Bardzo szybko. Odpadała większość planów. Ktos dorosły musi stale być obecny w domu. 

Może uda się skoczyc na grzyby. Do Agniechy- na pewno, ale w pojedynkę. 

Piękna pogoda. Meteorologiczna jesień już trwa. 
Kocham tę porę roku. Najbardziej ze wszystkich. 
Ciepło niskiego Słońca, odloty ptaków, poranne mgły, myśli- nostalgiczne, nie smutne- takie życiowe, wspomnienia z dzieciństwa- spacery o sztygarowskich lasach, wyjazdy z klasą w technikum na zbiór buraków cukrowych, wreszcie- szarugi jesienne i ciepło domu. Rodzina- i wdzęczność, że mam dom, że mam ciepło, że mam tych, których kocham i są ci, którzy kochają mnie. 

Rynsztoczek fejsbukowy oszalał totalnie. Zaglądam sporadycznie. Wrzucam post na Ostoję i znikam.
Ostatnio dostałam bana. Za co? Sami zobaczcie.
Zapomniałam, że tylko leki z apteki, a myślenie- koniecznie po myśli wielkiego brata. Nie daję już temu energii. Niech zdycha. Może i szkoda tych paru lat, ale szkoda też karmić coś co sie wynaturzyło. 












W szarawarach i barefootach na stacji Legnica w oczekiwaniu na pociąg

To było foto z pociągu, już z Łużyc, dla Absorbera3-go, bo tęsknił

Marchewka- od pomarańczowych skoków. Po lewej- Anka

Marchewka w całej okazałości- prawie.


wtorek, 25 sierpnia 2026

Oklepane historie cz. 2

Joga...
Kiedyś jako system działający na ciało na zasadzie- naciągnij, popuść, trenuj, bądź zadowolona z efektu. Jeśliś niezadowolona- ćwicz mocniej. Płaski brzuch, redukcja tkanki tłuszczowej, zadowolenie z jędrności, gibkości.

A teraz?

Nie powiem, że nie uśmiecham się łagodnie do siebie i z uznaniem czasem patrzę na siebie. Tyle, że wiecie co? Coraz częściej widzę siebie całościowo. Oczywiście- mam świadomość każdej części z osobna- niekiedy na potrzeby różne- rozczłonkowuję się. Jednak coraz częściej jestem Cała Ja. 

Zwłaszcza podczas praktyki na macie.

Ostatnio pisałam o uważności. Tej balablabla oklepanej.
Ta uważność, odkąd świadomie weszłam w Jogę jako naukę- nie biorąc z niej tylko asan czyli pozycji ciała, pięknie się przydaje. Na macie też. 
Oczywiscie dodatkowo wpłynęły na mnie lektury pogłębiające wiedzę o anatomii- zwłaszcza informacje o powięziach. Niesamowity, tzw. gruby temat, całkiem niedawno odkryty.
Czucie całego ciała - czucie głębokie jakie mamy, a wielu z nas pomija to w życiu codziennym.
Także- na macie...

Nie będę się wymądrzać, a jednak napiszę co sama czuję i na co zwracam uwagę. Moje praktyki to nie wyciskanie potu, nie pogłebiania na siłe, nie otwierania - od bioder po klatki piersiowe.

Otwarcie na asany zaczyna się od otworzenia głowy i serca. A czasem i tak nie zrobimy tak jak inna osoba- każdy ma inne- SWOJE- ciało, poza tym- nie każdy musi zrobić konkretną pozycję w ostatecznej, głębokiej wersji. 
Tak jak ja- nie wiem czy kiedykolwiek stanę na głowie. 

Każdy, kto poznał jogę, gdzie praca z ciałem daje nam pełny z nim kontakt potwierdzi, że to najlepsze lekcje z uważności. 
To całkiem inna praktyka, obarczona mniejszą szansą kontuzji, bardziej przyjazna ciału, a przy tym niesamowicie odprężająca. 


Poprzyglądaj się sobie, haha!

sobota, 22 sierpnia 2026

Oklepane historie cz. 1

Zobacz siebie na nowo.

Z dystansem, przez lornetkę sie sobie przyjrzyj. Wyrzuć okulary korekcyjne, lupy. 
A najlepiej- poczuj siebie zamykając oczy. 
Od stóp do głów powędruj po swoim ciele. Nie rozkminiaj, gdzie za tłusto, gdzie zbyt kościście, że biust nie ten, brzuch nie taki, a nogi...? 
Bez oceny, idź przez puszczę swego ciała. Jak dobry przyjaciel.
Bez wspomnień- tylko to co jest.
Tu. Teraz.
Takie- nie inne.
Twoje- nie ich, jego, jej. 

Kiedyś z dystansem- nigdy ze złośliwym uśmiechem, słuchałam czy czytałam o uważnym życiu. O przykładaniu wagi do tego co robię w danej chwili. 
Ceniłam swoją wielozadaniowość.
Dumna byłam z siebie, gdy szybko radziłam sobie z kilkoma czynnościami, jednocześnie słuchając radia i odpowiadając rzeczowo na pytania Absorberów. 

Ceni się to. 
Szybko, dużo, wiele spraw na raz.
Zwłaszzca kobiety- te co tradycyjnie nic nie robiąc siedzą w domu z dziećmi i hulaja na kilku etatach za dobry uśmiech, buziaka, ciepło w sercu- o ile to im służy. 

Oczywiście- życie niekiedy tego od nas wymaga. Nie pewno. 
Nie sposób spokojnie jechać autostradą 60 km na godzinę.... Czasem mus depnąć sobie w tyłek ostrogą i ruszyć z kopyta.
A jednak działanie - kiedy tylko to możliwe, oparte na skupieniu na tym, co robię w danym momencie- daje spokój. Wycisza. 

Nie umiałam zabrać się za medytację.
Siadałam. Plecy od razu mnie nawalały. Takie sprzężenie zwrotne. A może walka. O co?
Wstawałam zła.

Innym razem- medytacja na leżąco. Więc sen. Zawsze. Nie wiem kto mi powiedział, że tak można.
Ja nie mogę. 
I- nie można.

Ból.
Długa historia. Ponad 12 lat. 
Pięknie sie rozwijała.
Może kiedyś opowiem.

Wdzęczna jestem, że mi się przytrafił.
Inaczej- nie byłabym w tym miejscu swego życia. Z tymi doswiadczeniami. 
W procesie, który się wtedy rozpoczął i trwa. 

Teraz uczę się medytować.
Okazało się, że robiłam to też nieświadomie. Właściwie od jakiegoś czasu- praktykując swiadomie i nieświadomie uważność w ciagu dnia- medytowałam. 

Co jest takiego w tym?
SPOKÓJ.

Myśli okiełznane. Umysł bardziej stonowany, klarowny.
A jedak medytacja, uważność to nie wszystko. 
Jest jeszcze Joga, Ajurweda, Reiki. 
Trzy wspierajace mnie Siostry. 

Najwspanialsze Dary jakie mogłam otrzymać.