.

.

piątek, 14 października 2022

Jest siła! Czyli- gliceryniaki i wonne tabliczki woskowe

 Tak, udało się. Dzięki Absorberom Starszym pilnującym Najmłodszego. Dzięki Uśmiechowi Losu. Dzięki mojej wytrwałości. Ależ się fajnie pracowało!
Zawieszki woskowe cynamonowe, lawendowe, a także o zapachu pomarańczy i ostatnie- z olejkiem cyprysowym.
A mydła- wyszło pięknie. Różane w kolorze krwistym, czarnuszkowe- a jakże i cynamonowe- ciemne i jaśniejsze. Pachną, że ho! ho!








wtorek, 27 września 2022

Wyniki konkursu na 10-lecie bloga

Zdawało mi się, że pytania nie są trudne, a jednak...najlepiej poradziła sobie Agniecha. 
Choć, niestety i ona nie dała rady wszystkiemu sprostać, bu....

Mimo wszystko:
Fanfary! Tararammmm!
Poleci do niej mały upominek made łapki Tupai.

To tegoroczna maść nagietkowa oraz świeczka z węzy pszczelej, mydło glicerynowe bez SLS i SLES (to detergenty z ropy naftowej, używam baz bez tych wspieraczy pienienia), z woskiem pszczelim, masłem shea, wit. A i E, olejek naturalny ylang-ylang, oraz podkładka pod kubek i zakładka do książki wykonana metodą decupage. 





A kto chce - niech poczyta odpowiedzi:

1. Dom pochodził z 1773 r.
2. Dzieciaki nazywam Absorberami przez to jak absorbują czas i energię.
3. W Tupajowisku było w sumie cztery koty. Ze Sztygarowa przyjechały Jagoda i Asani. Asani umarła wskutek obrażeń po zaklinowaniu w uchylonym oknie...W tym samym roku przygarnęliśmy Kicię, która jest ze mną do dziś. .Jagoda pojechała z nami do Nowego. Tu żyła jeszcze ponad dwa lata. Odeszła w tym roku. Miała około 14- 16 lat. Był też krótko kocur Julian, ale ze względu na bicie kotek znalazłam mu nowy dom. 
4. Ta ulubiona kura to Ola. O Oli jest tu i tu, a jej córki to Pepita i Perła. 
5. Moja przygoda z kurami zaczęła się od Brunona. Był jednak agresywny i oddałam go pasjonatowi, który go nie zjadł. Potem był Albert od mojej Czytaczki bloga, a mieszkającej ode mnie o rzut beretem. Niestety też się zbiesił i trafił tam, dokąd Bruno. Potem kupiłam parę kurek z kogutkiem jarzębatym jak Bruno. Niestety, nie dotrwał do rana. Porwała go kuna. Piotruś nie zagrzał długo miejsca. Kiedy Absorberka opowiedziała w przedszkolu, że Piotruś nie żyje, najpierw wywołała konsternację, bo myślano, że umarło jakieś dziecko. Po wyklarowaniu sytuacji, jedna z pań zaproponowała, że załatwi kogutka. I tak trafił do nas Tito- kogut w typie brodacza antwerpskiego. Wredne, małe, krzykliwe. Jest z nami do dziś. O Tito macie post   tutaj .
W Nowym na wybieg dołączył Fragles- czubatka polska, bardzo zrównoważony ptak- poczytacie o nim tu . W między czasie, Coli wysiedziała jajko jednej z czarnych kur. Ojcem na pewno był Fragi. Kogutek znalazł nowy do, tak jak i Sokół- z 4 zakupionych młodych zielononóżek jedna okazała się kogutem. Jurnym i skorym do bicia, także kur i kaczek. Sprzedany. 
6. Oczywiście Bazaltowa Góra była moją świętą Górą. Bywałam tam przynajmniej raz w tygodniu. 
Pisałam tu i a tu otagowane Bazaltową wpisy- jak kto ma ochotę: klik
7. Fragles- kogut, Ruda- moja suka, Piotruś- kogucik, Zdzisława i Zdzisław- perliczki
8. Futro oczywiście Garipa. Owczarek anatolijski. 




poniedziałek, 26 września 2022

Kto jest Twoim bohaterem i dlaczego ... Martyniuk.

 
Dziś nie o kwiatkach, ziółkach czy mydełkach.Ani nawet o owadach....

Wiele już widziałam, słyszałam także.
Ten kwiat jednak mnie pokonał. A znaleziony został u Absorberki w podręczniku do języka polskiego. 
Temat pochodzenia nazwisk. Bardzo ciekawy, można by gadać i gadać, ale tutaj- chyba lepiej pomilczeć. Przynajmniej przez chwilę.



To, że społeczeństwo idiocieje, na stanowisku głównodowodzącego ministerstwem głupoty- profesor z odwłoka- to już wiemy. Teoretycznie. 
Czas na praktykę.

Nie słucham disco polo.
Absorbery miały okazję dotknąć uchem tematu jeszcze w przedszkolu, gdzie - mimo, że ogólnie fajnie- ale na Dzień Rodziny poleciała ruda z zielonymi oczami czy też włosiem, a w pierwszej podstawowej dzieciaki przynosiły- niczym kupę na butach, słowa piosenki o polewaniu szampanem. 
Przełknęłam to, tłumaczyłam dzieciom, że to niskie loty i chłam, choć podkład i rytm pobudza do skoków i pląsów dzieci jak i prosty lud....
Cóż. Podobno o gustach się nie dyskutuje, ale zaraz, zaraz!
Nie w szkole. 

Nerw, nie tylko trójdzielny mnie bierze, kiedy widzę takie zadanie jak u Młodej. 
Czemu akurat ten kloc, Krawczyk też lotów wysokich nie zaliczał, ale uszanuję, przez wzgląd na miłe wspomnienia ze studniówki, gdzie i przy nim człowiek - tak dla jaj- się bawił.
Nikt jednak nie uczył o Krzysiu w szkole. Nie był on tematem rozkmin polonistycznych. 

Wśród nazwisk,  w ćwiczeniu mamy też Wysockiego. I w sumie mogłabym z czystym sumieniem zaliczyć go do kategorii, którą tfu!rca podręcznika zarezerwował dla Martyniuka i Krawczyka. 
Może młodsi nie wiedzą, ale moje pokolenie i starsi- bardzo dobrze.
I wcale nie wstyd, że Rosjanin. Bo teraz wszyscy Rosjanie to uje przecież. I Czechow, i Fiodor. Wysocki też. 

A Zenek jest swój, swój chłop i tak zrozumiale śpiewa. I prosto, tak w serce, rzekłby amator tego typu wytworków. I dobrze, niech taki sobie słucha. Tylko ja oczekuję od szkoły czegoś więcej.  

Choć może nie powinnam, bo widzę co u Absorberów się wyprawia. 
Równanie do dołu, czas poświęcany nie tym, którym trzeba. 
Bądź głupi, nie myśl- takich potrzeba rządzącym. 

A to- na podsumowanie.