.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siedmica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Siedmica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Błotko

Mimo, że nie mogłam niedzieli całkowicie poświecić na dokazywanie i pląsy w naturze, bo na dwie godziny stawiłam się do pracy, jednak nie przepuściłam pięknej pogodzie i musiałam nawiać w las.
Testem na to kto ze mną pojedzie, pomijając człowiekowatych, bo ci- albo się nie kwalifikowali, albo "cotamjeszcze", było otworzenie bagażnika Siniaka. 

Rudej zapraszać specjalnie nie trzeba. 
Mimo nadwagi, wykazuje siły niespożyte i skoczność, której niejeden czy niejedna mogliby pozazdrościć. Właściwie to najbardziej zastanawiałam się jak do tematu podejdzie Garip. 
Ostatnio znów leczyłam mu zapalenie przestrzeni międzypalcowych.  
Wygoiło się, ale zdaję się na psa. 
Tak samo na krótkich spacerach; pilnuję tempa, a on - dystansu. Kiedy czuje, że nie może, zachodzi mi drogę. Wracamy wtedy.
Tym razem sam z siebie wskoczył więc uznałam, że jest w stanie.

Udaliśmy się, mimo, że wiedziałam, że trafimy do "Krainy Wód", w kierunku Siedmicy. 
Do samego wąwozu nie poszłam, tylko krótki spacerek w stronę Rezerwatu Nad Groblą. 
Wszędzie miłe oku błotko. 
Tak, miłe. Bo po zeszłorocznej suszy ta woda cieszy bardzo. 

Ludziów jak mrówków. 
Szwendają się różni.
Jedni ubrani stosowniej, inni mniej.
Jedni o twarzach odprężonych, inni o skamieniałych i wykrzywionych jak w bólu przedłużającej się defekacji.

Jak ta pani.
Obrażona, fucząca, wlekąca za sobą z lekka wystraszoną córeczkę, z tyłu małż - ewentualnie partner, z plecakiem, mapą, szedł goniąc je, z miną winnego. 
Już słyszę przebrzmiałe teksty; "Gdzieś ty nas wyprowadził! Takie błota! Nowe buty! Bałwan jeden!".
Rzeczony bałwan gonił swą wybrankę (albo i nie) i nie wiem jakie go myśli dręczyły.
Może żadne.

Mnie tylko zawsze dziwią i wnerwiają czasem niedzielni turyści, i ci ludzie, którzy lepiej dla świata żywego, przyrody zrobiliby, gdyby się w te l;asy, na te szlaki nie pchali. 
Dobrze jeśli tylko sobie krew popsują; gorzej jak ten świat- błota, owadów chcą pod siebie przekształcać. Tu osuszyć, tu drogę utwardzić, tu gondolkę pieprznąć, wyorując hektary lasu...
A są ci, którzy kasę wietrząc, udostępnić chcą wszystkim pewne miejsca przyrodniczo cenne. 

Cieszę się, że są na świecie dzidzie. Że są blokersi. 
Przynajmniej nie wszyscy ruszą w naturę wraz z nastaniem cieplejszych dni...
Oczywiście powiecie, że zdarzają się desperaci..tki...


I będziecie mieć rację.

Ja mam rację fajną w temacie swoim.
Nie ma co zbyt często sprzątać auta.
Przynajmniej w przypadku posiadaczki Absorberów sztuk dwóch i dwóch dużych psów.

Moje podejście do auta jest utylitarne.
Dawno temu, kiedy jeszcze zdarzało mi się ubierać wyjściowo, nie terenowo czy zakupowo, takie podejście do tematu opłaciłabym stekiem wyzwisk rzuconych w przestrzeń. 
Ale teraz- spoko. Kłaki się strząśnie, błotko też. 
Przyklejony cukierek? Większych problemów nie masz?

Zwłaszcza po takim jak niedzielny spacerku, bagażniczek wygląda fajnie ;)


Cóż.
Dla mnie ważniejsze jest szczęście moje i psów :)




A w domu- tylko leniwce



I sezon na Wildgemuesse rozpoczęty. Pokrzywa ueberalles! :)


poniedziałek, 11 listopada 2013

Tupaja, z pełną myśli głową, po lesie łazi.

Tygodniowy post z powodu przegapienia płatności za internet.
Na pewno straciłam wiele wątków.
Nie wszystko jestem w stanie nadgonić, a niektórych wpisów już nawet nie komentuję, bo śmiesznie by było.

Dwa dni minione przeszwendałam z psami po lasach w okolicach Siedmicy. 
Wbijam się w jedna z leśnych dróg i zostawiam foxa przed szlabanem.

Mam ostatnio głowę pełną myśli, ale za nic nie mogę nic poukładać i chyba znów czasu trzeba. Oby nie za długo.
Tereny Chełmów to tereny magiczne.
Zawsze je kochałam, a teraz, jestem tu.
Ciekawe, czy na zawsze...?

Odkrywam nowe ścieżki.
Lasy tutejsze to mozaika siedliskowa.
Na niedużej przestrzeni tak różne drzewostany.
Górki, dolinki.
Tu świerk, tu buk, tu dąbrowa z dębem, lipą, jaworem, tu moja brzózka ulubiona, a zaraz niemal jakaś śródleśna młaka i kawałek olsu. No cudo po prostu.

Natrafiłam też na grupę całkiem okazałych daglezji, które- mimo, że egzoty- lubię bardzo.
I tu się świetnie naturalnie odnawiają...



Jak ruszy wegetacja będzie co w runie oglądać.
A póki co, znalazłam spore gniazdo.
Wygląda na jakieś "drapolowe" niestety, nie znam się na tym.



Natrafiłam też na graby.
Leśnicy nie za bardzo je lubią i wraz z także moja ulubioną- osiką, traktują prawie jak chwast.



Jako, że myśli u mnie się kłębią...
Czytałam u Megi post o wymarzonym domu i...chyba byłby taki:


Musi być trochę...spory, bo gdzie bym podziała książki na przykład? :)
Musi mieć część gospodarczą, stodołę, stajnię i obórkę. I kurnik.
Do tego sad, warzywnik, pastwiska, łąki, kawałek lasu, staw.....

Poza tym....
Sama nie poradziłabym sobie z taka ilością inwentarza i pracami polowymi więc...trzeba gdzieś tych młodych najmitów wykąpać i ...ugościć :)