Natchnął mnie ostatni post mamalinki i sobie pomyślałam - też ogólnie o przypadłości alergicznej i ciężaru jaki noszą ci, co ją mają.
Oczywiście- jak większość chorób, takie mam przeświadczenie, ma swoje źródło w psychice.
Niestety.
Nie jestem wolna od tego.
Zryte w jakimś rejonie gary, dają o sobie znać czasem.
Biorąc moje poczynania, na przestrzeni ostatnich lat oraz kwiatków z rozdawaniem za niemal darmo kogutów, których nie pożarłam (nota bene obiecanki cacanki, podpałki jak nie ma- tak nie ma) nie mogę być zdrowa.
No, sami przyznajcie...
![]() |
| Przecież z takim wyrazem twarzy to nie może być ktoś normalny! :) |
Zatrzymując się na tym, co mnie od lat gnębi, w porywach, z różnym nasileniem.
Alergie, duszności.
Wszystko co kocham, co lubię, można by rzec mnie atakuje.
A właściwie mój nadgorliwy system immunologiczny traktuje jak wroga wgryzającego się we mnie.
Siano, omłoty, sierść kocia, królicza, pyłki traw...
Jak pogodzić miłość- tak to nazwę, może zbyt egzaltowanie, ale to w końcu mój blog, do szwendactwa po łąkach kwitnących z kichaniem i bąblami na nogach (krótkie spodnie, bo lubię być opalona; czasem tylko kiedy wiem, że mam wniknąć w chaszcze i las, zasłaniam kończyny przed komarami czy jusznicami)?
Ano- za pomocą blokerów histaminowych.
Na dłuższą metę oczywiście niezdrowe.
Jak każda chemia.
Konie...
Moja druga miłość, w której poległam.
Odpuściłam, przestałam walczyć.
Choć i prześmiewcze, ale serdeczne rady wdychania woni końskiego obornika brałam sobie do serca i wdrażałam przy czyszczeniu boksów.
Nie minęło.
Minęło z kotami.
Dzięki Iwanowi.
Iwan mnie wyleczył.
Edit- tak, Kamax, dzięki Tobie, bo w tym uczestniczyłeś.
Edit- tak, Kamax, dzięki Tobie, bo w tym uczestniczyłeś.
Śpię z Jagodą niemal codziennie. I nie tylko ja.
Chcę Absorbery jak najczęściej stykać z sierściuchami, żeby im tego oszczędzić.
![]() |
| Futrzasta poducha; ekspozycja na alergeny- 100 % :) |
Geny swoje niosą, jakaś skłonność jest, niestety.
Co jednak czytałam w alternatywnych źródłach?
" Alergia, to nadwrażliwość na czynniki uznawane przez daną osobę za wrogie. Pomyślmy chwilę. System obronny jest jak najbardziej uzasadniony, gdy chodzi o zdolność organizmu do przeżycia. System immunologiczny wytwarza antygeny przeciwko alergenom i w ten sposób - z punktu widzenia naszego ciała - stanowi sensowną obronę przeciwko wrogim intruzom.
O ile normalna agresja wyraża się w działaniu na zewnątrz, o tyle w przypadku alergii, agresja przemieszcza się ze świadomości zewnętrznej w obręb ciała i tu się wyładowuje. Innymi słowy, alergik toczy wewnętrzna, nieświadomą walkę.
Wiadomo, że agresji zawsze towarzyszy strach. Człowiek zwalcza tylko to, czego się boi.
Wspierając alergika w jego działaniach obronnych, oddaje się mu niedźwiedzią przysługę. Powinien on pojednać się ze swoimi wrogami, pokochać ich, a alergia minie. Nawet najbardziej zagorzały materialista musi zrozumieć, że alergeny oddziaływają na alergika wyłącznie symbolicznie, a nie fizyczno-chemicznie. Przyczyna alergii jest przede wszystkim w głowie alergika, w jego psychice, podświadomości, a skutkiem tego jest objaw skórny, czy jakikolwiek inny odczyn alergiczny, tu także można zaliczyć astmę."
Problemy z oddychaniem to problemy z łącznością ze światem, obawa przed ludźmi, izolowanie się.
Tja...;) Skądś mi to znane jest.
Problemy z dawaniem (wydech) i braniem (wdech).
Brak poczucia bezpieczeństwa (świat jest wrogi, niebezpieczny, uaaaa!) i konieczność walki, a przynajmniej przyjmowania postawy obronnej- spina, sztywność, wygląd w stylu- "nie zaczepiaj mnie, bo pożałujesz", w sytuacji, że tak na prawdę to jesteś fajna i nie chcesz nikogo zabić. Przynajmniej nie od razu.
![]() |
| My i rozsadniki alergenów; na godzinie 7 do 9- Garip, Ruda na godzinie 11, Jagoda na godzinie 2. Czytamy o przygodach Martynki (z wiadomego Źródła ;)) |
Trochę już zrozumiałam, ale część jeszcze nieopanowana.
Zrozumieć siebie, przegryźć tego robala i się uwolnić.
Może z wiekiem?
Koty tulę, nic mnie nie swędzi, nie kicham.
W świeżej słomie mogę się już zdrzemnąć (próbowałam i nie umarłam z powodu spazmu oskrzeli).
Cóż jeszcze muszę pojąć...?
Chyba więcej spokoju, otwartości i wiary, że świat zewnętrzny to nie tylko ci, których należy się obawiać choć należy zachować zdrowy rozsądek.
To także poczucie, że blokowanie własnych pragnień, obawy, sznurowanie się (rozrośnięty krytyk wewnętrzny, że nie wspomnę o wewnętrznym rodzicu) to prosta droga do trwania w tym bagnie.
Kto nie zna uczucia, kiedy brakuje tchu i marzy się, żeby przestać oddychać, nie zrozumie.
Wersja light to zalewanie się własnymi gilami w momentach, w których wcale nie chciałoby się wyglądać jakby nam kipiał kisiel zamiast mózgu w czaszce.
Nie chce się tego przeżywać, nie chce się truć lekami, bo nie tędy droga.
Trzeba coś robić.
Próbuję.
Tjaa....
Zapomniałam.
Ważne, ale zapomniałam, może dlatego, że rzadko jem pizzę.
Z uczulenia na oregano wyleczył mnie Kamax.
Dosypując do potraw to zioło, aż w końcu mogłam zjeść pizzę... z przyprawą (powiedział mi o tym kiedy zjadałam i mi nic nie było).
Tjaa....
Zapomniałam.
Ważne, ale zapomniałam, może dlatego, że rzadko jem pizzę.
Z uczulenia na oregano wyleczył mnie Kamax.
Dosypując do potraw to zioło, aż w końcu mogłam zjeść pizzę... z przyprawą (powiedział mi o tym kiedy zjadałam i mi nic nie było).
Do poczytania.
















