Wybrałam się z psami, co by tarki nazbierać, ale nic z tego.
Za to widoki cudowne, ciepło, że "coś okropnego" no i mogłam nieco się wybiegać.
Psy też, choć Garipu na uwięzi....
Spacerek w rejonie wsi Jakuszowa.
Ruda- tropicielka
I tak sobie idziemy....
A w górze słońce, nieba błękit i korony drzew
"Krowy na horyzoncie!"
Aleja Modrzewiowa
Odroślowy drzewostan dębowy
Jakuszowa (niem. Jakobsdorf), wioseczka, którą musiałam przejść, kiedy wychodziłam z Wąwozu Myśliborskiego i kierowałam się w stronę Lipy.
W miejscowości tej znajduje się pałac- o taki:
wraz zabudowaniami folwarcznymi. Są i stajnie. Użytkowane. Byłam w nich nawet jakiś rok temu. Przyjemna stajenka, ale mało koni.
slaskiezamki.pl
Szlak prowadzi polami, wysadzanymi starymi odmianami drzew owocowych, mijamy pastwiska, na których pasą się krowy. Wbrew pozorom jest to rzadki widok ostatnimi czasy ....
Na horyzoncie- przy dobrej pogodzie widać Karkonosze ze Śnieżką i Izery.
Potem szlak kieruje się w dół, do szosy. W lewo- na Paszowice, w prawo- na Lipę.
Mijana Aleja Modrzewiowa nie jest jakoś specjalnie interesująca, choć rosnące tam drzewa maja słuszne rozmiary (pomnikowe). Tutaj- mapka terenu z google maps
Mój Młody, dał mi wyraźnie do zrozumienia, że ma ochotę popróbować z nocnikiem.
Oczywiście- była jazda na nocniku, było szuranie nocnikiem po podłodze, było wlewanie do nocnika soku, wrzucanie zabawek.
Mimo szczerych chęci, mojego 20-ms syna, posikało się dziecko koło stołu, na pęk swoich kluczyków i - z rozbrajającym wzruszeniem małych ramionek- umknął do drugiego pokoju.
Pomyślałam, że lepsze to niż coś grubszego i zaraz moje myśli powędrowały do czasów kiedy hodowałam motyle, do strzelania kupami przez gąsienice dziwaczki widłogonki i do ... piękna ich kup.
Nie- koprofilką nie jestem! Jednakże kupy tych gąsienic były jak dzieła sztuki. Do tego...trudne do przeoczenia :)
Niestety nie znalazłam swoich fotek (gdzieś w szafach siedzą...) więc posłużę się wizerunkiem kupek jednej z pawic.
Ładne, nieprawdaż?
Tutaj akurat odchody Antheraea polyphemus. Podobne...:)
Jeśli już przy kupie jesteśmy i kręcimy się w zasięgu mojej ulubionej grupy zwierząt- ciekawe przykłady tych stawonogów udających odchody celem uniknięcia ataku drapieżnika czy też pasożytów.
Gąsienica pazia Papilio glaucus (bugguide.net)
Kobielatka (foto z swiatmacrodotcom.wordpress.com)
Ciekawą jest dla mnie także wiedza o odchodach zwierząt dzikich, co ułatwia ich tropienie, a przynajmniej daje nam obraz występujących w danym siedlisku ssaków czy ptaków.
Kiedyś, nastolatką będąc (a dawne to były czasy, ale już z elekrtycznością), nosiłam ze sobą książkę: "Śladami zwierząt" i jak na moje potrzeby w zupełności wystarczała.
tablice z tejże książki
A dla tych, u których harcują takie miłe zwierzątka z wąsikami- proszę!Można pooglądać i zidentyfikować.
Po kupie ich poznacie!
Ja bez rycin wiem, że mi hulają myszy domowe po domu i łapię je dalej do tych żywołówek.
Potem...Cóż.
Powiem tak- nie wychodzą żywe ze słoika.
Mam już po prostu dosyć ich gryzienia, włażenia do szaf, niszczenia, srania gdzie popadnie.
Ze swym okrucieństwem wobec tych- powiedzmy szczerze- upierdliwych, ale ładnych gryzoni, nigdy jednak nie przebiję tego pana:
Cóż jeszcze mogę dodać, żeby zebrać to ...do kupy?
Ano- jest i dla najmłodszych fajna książeczka (czytałam w internetni):
O kupie też dużo dobrego można powiedzieć - koniarze wiedzą, że źrebięta podjadają kupę matek co by sobie florę bakteryjną "zaszczepić" (tak też robi wiele przeżuwaczy, koale też).
Psy też lubią, a znam parę osób, które twierdzą, że odkąd ich psy żrą końskie pączki- nie maja problemów z własnymi jelitami (psy- nie właściciele).
Czy końska kupa robi dobrze ludziom- nie wiem, aczkolwiek pamiętam, że Linda Evans (ta z "Dynastii") okładała sobie twarz -co prawda- krowimi plackami i dobrze jej to robiło (gorzej z mężem).
Mnie usiłowano przekonać, że inhalacje końskim obornikiem działają odczulająco.
Więc ja- alergik zawołany, powinnam z dużym zaangażowaniem czyścić jak największą ilość boksów :)
Nie wzięłam sobie do serca rad pani Anny Nowak, która to- zapewne kierując się dobrocią serca, radziła mi pisząc wiadomość prywatną na FB, żebym przestała pisać te moje bzdury, a zajęła dziećmi i mieszkaniem (że niby wysprzątać je mam; qrcze- czy jestem w Big Brotherze? )
Otóż to- mam gdzieś pańcię Nowak. I jej podobne.
Czekam, aż moje małe ssaki usną (loteria czy oba jednocześnie), pędem latam na ścierce do podłóg czy też topię talerze w misce i nie zauważając ich kwików zmywam przylgnięte do nich miłośnie resztki jadła...
I sobie coś przeczytam, może i trochę "bzdur" napiszę w tym moim blogu.
Mój blog (moje kredki).
I won mi, p. Nowak!
Kurdelebele....!
Jakby się chciało zawołać z moim ulubieńcem Lobo.
Żyję pod jego dyktando ostatnio. Nie- nie Lobo, ale czasu.
Raz pod rękę, raz zbieram razy od niego.
Czasem kocham, czasem nienawidzę.
Ale generalnie, podpisuję się pod słowami Anji....
Pogoda się zwarzyła, mamy listopadowy klimat i jak nic wpisuje się tu moja- ulubiona z czasów dzieciństwa, piosenka śpiewana przez Chyłę (autorem tekstu jest chyba Gałczyński) ...
(...) Już jesień jest niestety.
Deszcz chlupie- chlup, chlup, chlup.
Spadają z drzew kotlety!
A wszystkie do mych stóp.
Tłuszcz pryska mi na rzęsy.
Sztuka mięs pędzi wiatr..(...)
A że pies śni- to blisko Garipa, jego nosa, który wcale lepiej nie wygląda.
Nie wiem jak to będzie z tym toczniem...
Sąsiadka wyzwala w psie instynkty ...eliminacji słabych sztuk.
Płot musimy podmurować, bo nasz 60 kg młodzian pod siatką przełazi i babę straszy (trzeba powiedzieć, że wychodzi mu to wzorowo...).
Ileż można psy w domu więzić, szwendać się z nimi po podwórku na uwięzi, bo "może się coś stać.
W niedzielę w lesie facecik z nożykiem na mnie wylazł. Na grzybki szedł? Ale bez koszyczka?
Garipek tylko uśmiechnął się do niego, w kagańcu....
Nie wiem, co byłoby gdybym była sama....
Przeczytałam o aferze z prywatnym żłobkiem we Wrocławiu, gdzie dzieci krępowano, znęcano się nad nimi, karmiono siłą.
Nasz Młody idzie co prawda do "państwowego", ale bliżej tematu nie kryłam przed samą sobą oburzenia.
Cóż, w kraju gdzie płacze się nad niskim wskaźnikiem urodzeń, jednocześnie nie robi się nic w celu poprawy dostępności żłobków dla dzieci, utrudnia kobietom powrót do pracy, a jak już taka wróci, to można na nią naszczekać, ze wyrodna, bo dziecko do żłobka oddała.
A w pracy narzekać, że na "opiekę" idzie.
Wrrrrr... nakręcam się.
Może niepotrzebnie.
Ale myślę i martwię ...jak to będzie.
Jak Młody zniesie żłobkowanie, jak ja to zniosę...?
Pewnie jak już wejdę w ten pieprzony kierat dojazdów to już jakoś będzie.