.

.

czwartek, 31 grudnia 2015

Tak samo i cóż z tego?

Znów tak samo, bo podobne menu na ostatni dzień roku.
No, może z większą ilością fitoncydów, bo wirus niedoleczony.
Chrzan, cebula, czosnek.

Szampano podobnego trunku nie kupiłam, bo miałam obawy, że nie otworzę i co?
Dlatego winko czerwone, półsłodkie, a raczej w odczuciu pół wytrawne, z Hiszpanii rodem. 



Do wieczora przygotowana jestem.
Bielizna pościelowa, jak co roku wymieniona, ablucje dokonane w - UWAGA!- kabinie prysznicowej, w temperaturze plus 19 co jest rewolucją wielką w stosunku do poziomu łazienki dolnej, gdzie jak sami wiecie jest coś w rodzaju komory kriogenicznej....
Umywalka zawisła dziś.

Wszystko dzięki moim Bliskim.
Gdyby nie oni- Tato, Mama i Brat byłoby...
A więcej : nie było.

Wanna narożna się sprzedała- dzięki temu węglarnia wchłonęła tonę węgla co mnie ucieszyło, ją pewnie też. 

Życzę sobie, by tak się to możliwie dobrze wszystko plotło. 
By tego co lepsze- w nadmiarze raczej, choć wszystko wzbogaca; każde doświadczenie... 

Kochani czytacze i podczytywacze, 
Kury, koleżanki i koledzy blogerzy- wszystkim Wam życzę wszelkiego dobrego, miłości, zdrowia, orgazmów, dobrego jedzenia, futrzaków wkoło, zielska, mało pomrowów. Wody pod dostatkiem też. Radości z życia i nieulegania pędowi co ogłupia i zabija. Nie tylko tych co gonią.

Prócz moim Bliskim chcę też podziękować Tym Osobom, które pomogły mi w trudnych chwilach, a była to pomoc wymierna- wsparcie totalne. I takie, i takie. 
Dzięki raz jeszcze!


Plany na ten czas są- świeżynki do przeczytania :)

Jagoda w pokrywce od kartonu



sobota, 26 grudnia 2015

5 godzin laby :)

Ruda niestrudzenie na mnie się gapi i poszczekuje.
Bo ma piłkę :)

Z Jagodą na górze, Garipem na dole, z książką w ręku

Zapach cynamonu, a za oknem plus 14 i słońce

O- takie :)

Wiedźma- czyli ta, co wie :)))

piątek, 25 grudnia 2015

Świątecznie

Nie było mnie dwa dni w sieci.
Myślałam czasem co w blogosferze, kto życzy, kto co napisał, ale życie kieruje się swoimi prawami i przed Wigilią latałam. Wektory przemieszczeń - wielokierunkowe. Między porą śniadania (8:10-8:20),  a późną pomidorówką (17:45) nie siedziałam ani razu. Wszystko w locie.

Doczekałam się zasypania dziury po naprawie rury (wtorek).
Wypompowano mi nadmiar wody, choć już nazajutrz miałam jej po kostki. Musiała poradzić moja pompa reaktywowana. 
Przesącza się lekko, ale idzie ku lepszemu.

Krajobraz po bitwie
W Tupajowisku nieco świątecznie.

Lubię jałowiec...

Temperatura i ście zimowa...

Jeden z niewielu egzotów, które lubię- daglezja (szyszki świerkowe rzecz jasna i olszowe szyszunie)




Miałam też akcent humorystyczny. Połączony z pokazem poglądowej głupoty tudzież cwaniactwa. 
Nie jest tajemnicą, że sprzedaję elektrycznego pastucha o takiego . Cena jest lekko pomniejszona, bo część gwarancji uleciała, ale pastuch jest prawiczkiem. Nie używany. 
Dzwoni baba i się pyta czy aktualne. 
Ano- aktualne. 
Drugie pytanie czy to cena ostateczna. ? 
Bo ona widziała takiego samego za 100 zł. 
Wiec poradziłam jej, żeby kupiła tego za 100.
Ręce opadają.

Wesołego świętowania!