Dziś mam doła PMSowego, nieutulone pragnienia, nierozmasowany kark, za mało czasu jakoś dla siebie (Absorbery wracają za dwie godziny już), spacerek za krótki, Ktoś tam sobie daleko, Foxiuniu chory...Cieknie mu, ale "nie wiadomoco"...
Pomocny diagnozował via telefon; od pierdułki po pompę...
"Nie martw się..."
Martwie się.
Jutro powita mnie pan O. mechanik i pewnie powie, że wszystko da się zrobić, a na moje- ale kasy nie na wszystko- odpowie spokojnie- wiem, gdzie mieszka...mam niedaleko...
Nie, nie, pan mechanik jest fajny i bać się go nie muszę raczej, ale...już mam wizje czarne ile to pociagnie węża po kieszeni, tfu!
W ogródku się nie napracowałam.
Zakupy w trzech sklepach, po każdym wyjściu zaglądałam pod auto ile nakapało i czego. Raz wzbudziłam lekkie zainteresowanie, bo się nie certolę, tyłek wył do księżyca, a ja zaglądam, gdzie cieknie...
U
Hany co o swoich perwersjach pisze poczytałam i się trochę uspokoiłam, bo i ja mam swoje, ale... przypomniało mi się o zaczętym wątku torebusiowym, o mojej torebusi na rysunku Hany, co mnie w towarzystwie nicponi różnych uwieczniła.
Mnemo pokazała swoją kolekcję.
Moja jest marnym paproszkiem w porównaniu, ale coś tam mam, żeby nie było...
Na dole ulubiona, aktualna.
 |
| Musowe pisadełka |
A poniżej coś, co może być początkiem do konkursu "Co kura w torbie nosiła...".
Torba ma być jedna, wypatroszona, nie dokładamy żadnych treści, nie ujmujemy.
Ja rozumiem, że w ramach perwersji któraś z Kur może dodać jakiś psotny przedmiot, ale...No, chyba, że to u niej norma, to walcie w grzędę, spoko!
Niestety w mojej zabrakło kluczy- do domu i auta, bo te noszę po kieszeniach.
A więc- tarammm!
Pokot z torebusi- poniżej.
Śmiejcie się lub płaczcie nad moją radosną tfurczością...:)