wtorek, 27 października 2026

Od Plastusia się zaczęło

Tak, właśnie od nego!
Kiedy zabrałam go jako ubytek z biblioteki w Sokolej- wsi niedalekiej od Paszowic, w którch wcześniej mieszkałam, nie pomyślałam nawet, że będzie przyczyną nowej fascynacji. 

Sam Plastusiowy pamiętnik Marii Kownackiej czekał parę lat. Absorbery starsze nie były zainteresowane. Ja wzięłam go przez sentyment, także dla ilustracji Rychlickiego. Czekał niemal 10 lat. 
Absorber Trzeci - docenił. A ja? Odkryłam kolejna autorkę. Co prawda Maria Kownacka juz dawno nie żyje, ale jej tworczość- jak najbardziej. Oprócz Plastusia jest i Rogaś z Doliny Rostoki, są Kajtkowe przygody- wspominam tylko co to znam, i te których tamatyka siega obszarów przyrodniczych.

Co mnie zachwyciło w książce o Plastusiu? Ano to, że autorka pisząc o przyrodzie- o ptakach, owadach, nietoperzach, pisze prawdę przyrodniczą. Coś co jest dla mnie logiczne, że jeśli o czymś opowiadam, mówię o czymś to muszę wiedzieć, że to prawda- to nie takie ostatnio oczywiste.
Coraz więcej dylatantów. I co im zrobisz? Ludzie nie kształcąc sie sami, łapią się w pułapkę bzdur. A może nawet - nie łapią. 

Kownacka zna temat. Dlatego te książki są takie ciekawe i fajne. 




Zachwycona ukończoną książką, udałam się do nieocenionego allegro i antykwiariatów. A tam... no właśnie! Dotarłam do książek dla dzieci i młodzieży, opisujacych przyrodę. To podręczniki do nauki. Niesamowicie ciekawe. Z treścią. Od nauki, poprzez wątki etnologiczne, zabawy, tworzenie rękodzieła w oparciu o naturalne materiały, a także konkretne działania dla przyrody- np. informacje jak zbudowac budke dla ptaków. 







Wiecie do poraża mnie w tych książkach? Pisane w latach 60-tych ubiegłego wieku, dla dzieci w wieku szkolnym. Język nie jest prosty. Bez naukowego trendu, ale na poziomie, z porównaniami, ale nie infantylny. Tyle tu informacji, treści w każdym wymiarze. Kiedy trzeba- poetycko, kiedy indziej zaś- konkretnie lub też z humorem. 
Nie wiem czy niejeden maturzysta miałby problem z ogarnieciem  tej treści. Abstrahując od tego czy w ogóle chciałoby mu się cokolwiek. Bo wielu teraz nie chce sie nic. Oczywiście! Są wyjątki- i tego sie trzymajmy. Kupujmy dobre ksiażki, czytajmy dzieciom, namawiajmy, pokzaujmy, że świat jest iekawy. 
Że umierasz nie wtedy, kiedy serce i mózg ustaje. Tylko wtedy- gdy już nic cię nie jest w stanie zaciekawić....

Jest i seria, której jednej części nie posiadam, a szkoda i szukam. Może ktos z Was ma i chciałby sprzedać? To takie pomoce nauczycielskie, ale też o świecie przyrody. Niezmiennie trwam w zachwycie. A pani Marii- i współautorce głosu przyrody- imienniczce - Marii Kowalewskiej- kłaniam się uniżenie i z sympatią! To ona popełniła ksiażki o Pufciu i Sapciu- małych boberkach, o których pisałam w poprzednim wpisie- O- TU!


Maria Kownacka



Maria |Kowalewska

niedziela, 25 października 2026

Polecajka Tupai- Książki bobrowe. Dla dzieciaków i dla całkiem starszych.

Książek na rynku od zatrzęsienia. Paleta możliwości. Od dzieł po totalne barachło. W każdym gatunku.
Z racji mojej cechy osobowości - ciekawości wielu tematów, szukam jak zwykle i pogłębiam, ale klasycznie- literaturą dostępną w formie drukowanej. 
Jestem nadal w temacie bobrowym, mielismy przerwę w czytaniu książki Justyny Blcewicz Na tropie tajemnicy bobrów , gdzie drużyna miłośników zwierząt tropi sprawę domniemanego rycia bobrów w wałach przeciwpowodziowych. W tle ludzkie dramaty, młode serca, emocje i ... działalność pracowników RDOSiów. Nie do końca takie jakbyśmy się spodziewali choć - żyjąc ostatnimi tematami tych urzędów i ich roli w ochronie środowiska przyrodniczego -wlaściwie nie dziwi.  




Książki o bobrach są do zdobycia. Te nowsze i starsze. Wodyseję już przeczytaliśmy w tamtym roku - niebywale wzruszająca książka. Polecam bardzo. 


Z zakupionych przeze mnie pozycji na poczet zajęć o bobrach z dziećmi, biblioteczke zasiliły też współczesne dwie



Rok w lesie. Bóbr to minimalistyczna książka, ale z podstawowymi informacjami o bobrach dla najmłodszych. Proste ilustracje. 
Z kolei Bóbr i inne zwierzęta znad rzeki zawiera opowieści i fakty z życia zwierząt zwiazanych z siedliskami rzek i terenów podmokłych. Do książki dołączono plytę CD. 

Ostatim odkryciem są Sapcio i Pufcio ze stromego brzegu Marii Kowalewskiej. Piękne opowieści o bobrzątkach i ich przygodach, do tego piękne ilustracje.







W klimacie Curwooda są Pielgrzymi puszczy, w których  bohaterem jest traper polujący dla skór na zwierzęta, w tym - bobry. Bohater rezygnuje z zabijania na rzecz ochrony tych gryzoni. 


Są i pięknie ilustrowane zabytki o bobrach z Pasłęki.



A dla dorosłych- parę pozycji z literatury przyrodniczej- jakby kto potrzebował. 






poniedziałek, 19 października 2026

Takie będą Rzeczypospolite , jakie ich młodzieży chowanie.

Niezmiennie trafne  powiedzenia. Co dzieje się w szkołach- wie ten kto tam pracuje, albo ten który ma dzieci. Moja optyka się zmieniała i powiem tak- łatwiej było mi krytykować nauczycieli nie będąc w punkcie, w którym jestem teraz. 

Ministerstwo głupich kroków zwane pospolicie Ministerstwem Edukacji robi wszystko by głąbów było coraz więcej. Przepraszam. Nie głąbów. Właściwie to nie wiadomo jakiego słowa użyć,żeby ktoś nie poczuł się urażony. Szkoła stała się instytucją inkluzywną, bezpiecznie to już było. chyba najmniej bezpiecznie czują się tam nauczyciele. Woźne chyba też. 

Edukacja włączająca czyni spustoszenie w klasach. Słabe dziecko nie wzniesie się na poziomy, średniak- nie zyska, potencjalny geniusz zginie. Lub poradzi sobie sam. Nauczyciel w ciagu jednej godziny ma mówić do dziecka bez problemów, do takiego z uszczerbkiem mniejszym lub większym. Ten niedosłyszy, ten nie usiedzi i mus go inaczej prowadzić. Temu za dużo kolorów, temu za mało....

Wziełam ze swej biblioteczki dwie książki. Dzielą je lata swietlne. 20 lat. Absorberka mówi- Mamo! Ja chce taki podręcznik! Tu wszystko jest czytelne! 

No właśnie. 
Nie umiem odnaleźć się w tych oczoyebnych ilustracjach, tym zinfantylizowanym języku, tych zdjeciach tłumaczących proste sprawy. Obłęd. Tumany rządzą- więc potrzeba im wyborców głupszych od siebie.


Biologia na górze- rok wydania 1999, pod spodem- rocznik 2010

Stara

Nowa


Stare je dobre

Jakos to sobie ogarnę, jak już coś.... 
Żeby móc zdzierżyc obrąbany na maksa program nauki. 

A póki co- las. 










środa, 14 października 2026

Gliniarze u Tupai, fajne książki za dwa złote i jeszcze coś tam

Właściwie spodziewałam się tego. Sporo fajnych miejscówek, lato dość ciepłe. Jedzenia w bród.
Jak nie skorzystać? No więc się pojawi... ły. Sceliphron destillatorium. W bardzo wolnym tłumaczeniu onlinowym słowniku łacińsko- polskim to osa destylująca błoto- mazik. 
Jak zwał tak zawał- gliniarz naścienny. Jeden z gatunków  błonkówek z rodziny grzebaczkowatych. Do lat 60tych nie bywał u nas, ale teraz już jest go sporo. Ja obserwuję je na Nowym od jakiegoś czasu. W tym roku zasadziły się na stary wełniany szalik w garażu i... okolice zawiasów drzwi. 
Samice klecą z błotka rurkowate domki dla dzieciuchów, tam wkładają  porażone pająki swym pociechom do żarcia. Same dorosłe owady żywia się nektarem. Nie są agresywne. 



Imago gliniarza 
foto insektarium.net





Jak widać- przyroda nie zna próżni w sensie niewykorzystanych możliwości. A ja, jak to ja, tylko się cieszę.

O akcji na wałach we Wrocławiu i wycince wstrętnych zasiedlonych gatunkami chronionymi pewnie ktoś z Was słyszał. Nie będę powtarzać się z tym, że Wrzody Polskie to instytucja w dużej mierze szkodnicza- pisząc bardzo delikatnie, z kompletnym brakiem wiedzy o tym, co im powierzono. A powierzono wiele. Wody, rzeki, lasy łęgowe...  To nasze wspólne dobro, a dewastowanie rzek, wycinki tak ważnych lasów łęgowych oraz ich skrupulatne zabiegi majace na celu wybicie bobrów nie służy ani naturze, ani w dłuższym czasie nam. Nie pieklę się już. Pomału uczę panować nad energią i staram nie karmić tych, którzy tylko cieszą się ze zła które wyrządzają. Poniżej- foto spzred 2-3 lat z bukiem. Nie wiem czy jeszcze nie zabitym. Wielki Las Lubański więc  wszystko możliwe. Wszak drugi szkodnik- Lasy Państwowe mają tam swe włoscia.

Z treści pozytywnych dołączę wizyty w Lubańskiej Bibliotece Publicznej, skad notorycznie przynosze ksiażki. 2 zł za sztukę. Ostatnio Waligórski i o tatrzańskich jaskiniach, ale ona dla Brata. 



Ciekawostka z miasta- bóbr maskotka policji 
Julek- jakby nieco wqrwiony


A na koniec- coś dla żołądka. Smalec z fasoli - rezczywiście zapach bardzo zbliżony, chyba przez dodatek cebulki. Dla mnie super. Polecam