Lato juz w odwrocie, ale to nie żadne novum. Pięknie jest- rześko z rana, potem- różnie, zimne noce. Dojrzałe aronie, bzy czarne, ogniki- czekają na ptaki, na podżeranie przedzimowe. Są i winogrona, o które lekko walczę, bo soku bym się z nich napiła.
Wyczekuję wyprawy w las, na grzyby, pająki krzyżaki i porozwlekane lepkie pułapki z ich kadziołków przędnych- oby nie na twarzy. Na razie czekam.
Przestrzeń przydomowa czeka na mnie. Jakis czas brakowało mi czasu na działania, a jest tego trochę, bo pragnieniem jest zmiana składu gatunkowego dzikiej- o jak dzikiej! rabaty pod śliwką. Patelnia słoneczna, glina, sucho dość. Poziomki - te nie owocujące w natarciu- jak nawłoć pozerajace każdy skrawek przestrzeni- musze okiełznać. Nie daje rady ruta. Do tego- cudownie piękna pożyteczna lebiodka, ale borówki ledw zipią. Nie ma to tamto- porządek lekki muszę zrobić.
Smotrawy młode przesadzić. Okiełznać walerianę, bo zarastam w niej- czy to tak mi potrzebne ziele, że go u mnie tyle?
Wracając ze Sztygarowa obserwowałam rowy pogłębione z wielką zaciekłością. Tak wielką, że drzewa przy nich rosnące mają obrąbane korzenie. Kto by się dzrewami i ich korzeniami przejmował, prawda? Uschnie- a uschnie w końcu- będzie jednego zabójcy kierowców mniej.
Okropne.
Dużo medytować. Mantrować.
Chyba tak trzeba. Inaczej powracam do źródła. A ono metne i pełne złego.
Namaste!
 |
| Fasola- a jak! |
 |
| Lebiodka |
 |
| Ognik |
 |
| Smotrawa i oman kuszą nasionami |
 |
| Krzyżak- nasz, przydomowy |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz